Księżyc
Cóż za noc!
Już wtoczył się na atłas nieba
I tańczy... I śpiewa...
Myśli, że jest bohaterem na scenie
Że dla każdej gwiazdy niczym marzenie
I grubym brzuchem zamiata w dwie strony
Aby mu zazdrościły Marsy i Plutony
I jest oburzony, ma grymas na twarzy
Gdy ktoś satelitą go nazwać się odważy
Lub czuje obrazę dla swojej mocy
Kiedy się wspomni, że go widać w nocy
A ego jego jest trochę za duże
Czuje się słońcem, choć przy nim jest kurzem
Już przez ten narcyzm ryczy wielka niedźwiedzica
Lecz cóż poradzić na charakter księżyca.
Już wtoczył się na atłas nieba
I tańczy... I śpiewa...
Myśli, że jest bohaterem na scenie
Że dla każdej gwiazdy niczym marzenie
I grubym brzuchem zamiata w dwie strony
Aby mu zazdrościły Marsy i Plutony
I jest oburzony, ma grymas na twarzy
Gdy ktoś satelitą go nazwać się odważy
Lub czuje obrazę dla swojej mocy
Kiedy się wspomni, że go widać w nocy
A ego jego jest trochę za duże
Czuje się słońcem, choć przy nim jest kurzem
Już przez ten narcyzm ryczy wielka niedźwiedzica
Lecz cóż poradzić na charakter księżyca.