Historia ośmiolatka

Pamięć
Coś mi spokoju nie daje.
Chociaż wyrosłem już z bajek,
to myślę jak chłopczyk nieraz.
Coś na mnie nacisk wywiera.
Słów zwykle nie rzucam na wiatr.
Zaczynam się zastanawiać,
więc stoję, ale nie dumnie.
Czy mogłem sprawić bólu mniej?
Szkoda rodziców jego mi.
Choroby jego świadomi.
Wstyd, że nie pamiętam więcej,
że nie pomogłem mu w męce.
Nie pocałował dziewczyny,
dla której mógł być jedynym.
Zmarł jednak mając otwarte
oczy. Miał na imię Bartek.
8
112 odsłon 7 komentarzy

Komentarze (7)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

leopard 2 6 lat temu
piękno nie zawsze tkwi w prostocie -
- wyjątek potwierdza regułę.
L
Lando2 6 lat temu
och, ten komentarz powyżej .... nic dodać nie wypada.
F
fregamo 6 lat temu
Dzieci umierają codziennie choć u nas i tak stosunkowo mało
Nawet religia mówi że człowiek ma cierpieć by zasłużyć na niebo
Co za absurd... lecz bolesny zwłaszcza dla kogoś kto ma dzieci
michal1405 6 lat temu
Sam częato piszę smutne życiówki. Masz plusa ode mnie.
L
LoneRanger 6 lat temu
Znałem takiego, który przeżył śmierć własnego dziecka - sam zmarł dzisiaj...
R
Rockownik 5 lat temu
Nie byliśmy z Bartkiem przyjaciółmi. Owszem, kolegowaliśmy się, ale, teraz widzę to z perspektywy czasu, nie było to dokładnie przyjaźnią. Chodziliśmy razem do jednej klasy, gdzie się poznaliśmy. Pomimo krótkiego czasu trwania naszej relacji, był u mnie w mieszkaniu.
Graliśmy wówczas w karty inspirowane kreskówką, Duel Masters. Już wtedy był ze mnie mały szuler(chociaż dziś cenię uczciwość i staram się taki być). Karty te podrabiałem, zmieniałem liczby na nich, aby były silniejsze. Na jakiś czas przed jego wizytą, zrozumiałem(już jako dziecko), że nie tędy droga.
Pochowałem tę część kart, którą zmieniłem, a resztą mieliśmy grać razem z Bartkiem. Zauważył on jednak to, co widzi we mnie spora część ludzi, którzy są dla mnie bliscy-nieraz brakuje mi skrupulatności. Jedna karta, którą mu dałem, była z tych przerobionych.
Nie wiem, czemu to pamiętam. Rzadko o nim myślę, a jeszcze rzadziej wspominam. Postanowiłem jednak napisać o nim ten wiersz, zanim jeszcze dowiedziałem się o tym portalu.
Drugie i ostatnie wspomnienie, jakie o nim mam, jest związane z nim, ale pośrednio. Nasza wychowawczyni, osoba wyjątkowo ciepła i potrafiąca dostrzec zalety chyba w każdym dzieciaku, postawiona była przed dość trudnym zadaniem-Bartek zmarł, a jego zniknięcie, przedłużająca się nieobecność została nam wyjaśniona. Trudno powiedzieć, czy trudniej mnie dostrzec to wspomnienie, będące jakby we mgle, czy cokolwiek z otoczenia rodziców Bartka, zaraz po tym, gdy ich syn odszedł. Tak nam powiedziała pani, odszedł. Dodała, że tęskni on za nami i chciałby z nami być w ostatnich swoich chwilach. Przyczyną prawdopodobnie był nowotwór.
Chcę z tego miejsca podziękować pięknie; tym mającym podobne przeżycia, tym, którzy ocenili i ocenią wiersz, bez względu na to czy pozytywnie, czy negatywnie, ale również tym, którzy chcieli i przeczytali go oraz tym, w których jest jakaś część Bartka. Podobno nie znikamy dopóki ktoś o nas pamięta.
Wiecie co jest dziwne? Możliwe, że nawet przykre. To, że nie pamiętam jego imienia. Przecież Bartosz i Bartłomiej to dwa różne imiona.
L
Lando2 5 lat temu
To jednak dotrzymałeś słowa. Imię to nie wszystko ...
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie