23:11

nie często
zdarza się wspólny horyzont
[ nigdy
zdarza się wspólny horyzont ]
w oddali kilometry zdarzeń
zanika zasięg
satelita po drugiej stronie ulicy
krąży nad latarniami
puste fale
palcem dociskam
klawisze
żale
dzwonią nieustannie

zawisłe
nad przejściem dla pieszych
czarne miesza się
z białym

zapach złocistych chryzantem
w pomarańczach
i kawie
zamknięty w kołach
dym
tańczy w parze

tak żegnam niedospane sny
dryf wokół planet
pozostaje
zamazane szkło
zalewane
czterdziestoprocentowym wrzątkiem
łzy
ciążą w umyśle
nieustanną grawitacją
płoną
cienie po ścianach chodzące
zaczynają spadać

zacieram korektorem
na jałowej bieli
wiersze zarysowane piórem
kruche słowa pękają
pod ciężarem ręki
witraże i dźwięki
nikną
przestrzeń obumiera

co z tego
kiedy mówią
że wychodzisz na balkon
malować zachodzące słońce
patrzę na nie bez końca
lecząc czasem rany
znam kawałek historii
i wyciągam wnioski
przemierzając od faktów
do wyobraźni

spokojniej
wyrywam kartki
z pamiętnika kochanki
i kalendarza minionego roku
tkwię
na przystanku
za rękę trzymając
początek
dalszej drogi

[ jazda na gapę ]
skończona

od dziś
kasuję bilety
1
16 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

tomek1972 12 lat temu
zawsze, czasem zbyt późno/za poźno dostrzegana, ale jest
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie