przeciąganie

po latach dwudziestu

iść już mogłem w cichości

drgające przestworza niczym struny

dotykać i płonąć

płonąć razem z nimi

w ogniu białej muzyki



deszcze i trawy

były mi nieobce

lasy i widnokręgi

co wzrokiem ciąłem

(niczym nożem chleb)

już pokochałem

łzy też

gdy nad ranem

ranną duszą

słonecznik całowałem

ze szczęścia

że dookoła taka pustka



tylko wody mi brakło

gdy w malignę człowiek wszedł

tak jakoś królewsko

choć bez korony

duchem kładłem mu

najlepsze życzenia



i znów po latach dwudziestu

mogłem dalej iść w cichości

gwiazdy wąchać

palić księżyce

a nad ranem

poronioną duszą

całować słoneczniki.
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

3 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie