kiedy boję się prawdy...

wyruszam przed siebie w siebie dal
pisząc pod liściem platanu
wiersz obrzydliwie rozebrany
godzinami we dwoje zmienionymi w pióra
jak człowiek bez skrzydeł bawiący się niebem
świtem porę dnia ubieram
w twoje dżinsy wytarte od myśli
grzesznych bardziej niż nagie noce

siedzę przy barze
ulotny zapachem milczenia
zapiskami z dna szklaneczki whiski
samemu sobie
próbując wytłumaczyć bieg zdarzeń

skutki uboczne to śmietnik w sercu
zatem przepraszam
w imieniu wszystkich pomyłek
że zapaskudzam rytm który tańczy chichocząc
z uczuć zbyt długo zaklętych

... są takie dni że uciekam
półwariat zwichnięty do czasu
kiedy niczego nie będzie już żal
5
56 odsłon 3 komentarzy

Komentarze (3)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

I
iron1 11 lat temu
dobre
K
kaja-maja 11 lat temu
czasami drzewa z nadziei są rozebrane a w owocach błyszczą lecz po czasie bo zawsze chwyta się te nisko a te wysoko choć dorodne
same spadną w fiolecie się rozkładając na Pegaza czekając
kiedy dorodne pierwsze smakiem są skonsumowane nawet te ze spadów co lekki upadek mają a najlepiej jak w dłonie wpadają
bo w teraźniejszości nie od ciężkości się gałąź urywa tylko ze spróchniałego drzewa w:):)
K
kaja-maja 11 lat temu
dziękuję za wiersz bo właśnie coś takiego chodziło mi wczoraj po głowie w:):)
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie