Sen o Potędze

Egzystencjalne
Miast góry przenosić słowami prostymi
I tam gdzie nikt nie był szlaki przecierać
Oślepły stanąłem pomiędzy słabymi
I nie próbuję już oczu otwierać

Miast rąbać toporem to co mnie dławi
I zasiąść wysoko pospołu z Bogami
Umarli dla świata nikczemnie słabi
Wciskają mnie w ziemię bosymi stopami

Potęgo, kiedym opuścił drogę ku Tobie?
I iść zacząłem w dół, w osty, ciernie
Przez cały czas myśląc, że dobrze robię

Chorobą niemocy przeklęte serce
zamiast swą ścieżką podążać wiernie
gnuśne wybrało życie w poniewierce
7
36 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie