Mech w słowach

Roszadą wspomnień wyruszyło na łowy.
Zanim wstał świt, obudzony niczym przebiśnieg na wiosennej łące.
Tworzyła się bezwolna cisza i śpiew ptaków mrowił po kościach.
Rozbrzmiewały po polach melodie starodawne.
Wyciągane jak guma do żucia wraz zapalnikiem dziadka Eugeniusza.
Z ręki do ręki.
Przekazywana.
Nie wiadomo po co?

Stan jak zwykle nic nie mówił.
Budował jedynie tak jak dziecko chore na autyzm swoje mandale.
Układał w pokoju ze sterty obuwia wyspy.
Statki odpływające do ciepłych krain.
Nad głową wisiały żyrandole nadtłuczone.
Podłogi podgnite.
Dziury w belkach.
Szkatułki wypełnione trotylem.

Stan nie był dzieckiem na pokaz.
Rodzina wstydziła się jego różnorodnych hobby.
Myślami zawsze był zupełnie gdzieś indziej.

W wolnych chwilach stąpał po lodowcach.
Wyprawy i bitwy toczył w najodleglejszych zakątkach świata.
Jego bujna wyobraźnia przenosiła go tam gdzie tylko chciał.

Nie chorował.

Po prostu żył własnym życiem.
Wizualizował przyszłość.

Marzył jedynie o wyrwaniu się z krainy słów pokrytej mchem.
5
56 odsłon 3 komentarzy

Komentarze (3)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

feliks1410 13 lat temu
wolę paprykę :)
JKZ007 13 lat temu
Stan był zbieraczem:) cholera ciężko z takimi wytrzymać:)
gizela1 13 lat temu
ale miał bajzel
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie