Sól błyszcząca

zejście na skraj
to przepaść
rozpłomieniona
oczy stają się własne
poszukiwaniu odwiecznego dźwięku
istniał w mojej pamięci

nie istniejemy
to tylko
wspomnienie naszej czaszki
nie możemy zakwitnąć
na pustkowiu ognia
woda staje się martwą

to uderzenie strachu
w pierś bije się jakbym
widział stukrotne powiększenie
wrota chaosu mówią
usta wilgotne tchnienie
idź - przebudzenie

tulę się do poduszki
z nadzieją, że sen krótki
oczy pozwalają na marzenie
pełne ułudy, strachu i cierpienia
piję Twój kielich
pokutuję za swój mały grzech
jestem
płomienie furkoczą w oddali
na mojej twarzy

Twój oddech
Twój śmiech
rozkaż mi co następuje:
Twoja wiara będzie płynnym
astralem

uważaj jutro
wschodzi słońce
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie