Podróż Wędrowca do Zmroku

Mroczne
już zapada cicho zmierzch
dzisiaj już nie będzie łez
w lustrze ledwie widzę twarz
Ash z popiołu

z deszczu przyszedł, mokry jest
po policzku spływa krew
pęka warga - chłodny śmiech
dziecię znoju

on w rozmowę wciąga mnie
mówi o tym, że jest źle
przy czym głośno śmieje się
bez pozorów

z oczu wyrasta - czarna gwiazda
ślepia martwe - krucze gniazda
po horyzont się rozrasta

z głębi czaszki triada - oko
przybijają - ptasi ogon
zatruwają bluszczem słowo

ogień trawi starte lustro
zdartą ścianą krwawą łuską
bezdroża przemierza

odlewam się
w zwierciadło
ściągam
skórę rytualną
oko płonie

biorę nóż i
obu larwom
grabię trwogę
jedną barwą
mrokiem - tonę

lustro ogień
farbą czarną
w pokój wlewa
stwór w staranną
odszedł drogę

płuca
pył przestaje być
dualny

serce
płyn przestaje bić
polarny

oko
w głębi nic nie widzi
niewidzialny
1
16 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Dramatyczna podróż, bardzo smutna.
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie