Stracony

O śmierci
Tyle przed sobą miałeś
szczęście dom rodzinę
ale żony nie słuchałeś
wolałeś w parku na ławce
rękoma obejmować butelkę

Co ona Tobie dała
życie zmarnowała
a kiedy zasypiałeś
nawet się nie pożegnałeś

W oddali słychać drwiny
kim byłeś dla rodziny
cząstką świata
odszedłeś do brata

Czasem nie rozumiem
i pojąć nie umiem
kto karty rozdaje
i ból zadaje

Była taka zimna i czysta
każdy jej łyk zabijał najbliższych
szybko znikała
i nic nie dawała

Teraz patrzysz z góry
obserwujesz chmury
błąkasz się po kraju
szukając umiaru

Nie umiem Ci pomóc
choć bardzo bym chciała
za późno już na to
żegnaj Tato
3
18 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie