Ostrokrzew
•
Wchodzę. Od progu wdycham dwadzieścia lat trwania
przechodzę przez korytarz na wytartych piętach
już dawno zdarłem palce, rękoma odganiam
biało czarny ogon, w brudno-szary sześcian
zanurzam się czym prędzej, za szklanymi drzwiami
wyciągam pomiętą paczkę, zapalam, pył w oku
każe mi przymknąć powieki także i tym razem
i zdawkowo odkiwnąć sąsiadowi z boku
uciekając czym prędzej w nagłe drżenie ciała
(wcale nie udawane, chociaż wiatr gdzieś zniknął)
żeby tylko nie słyszeć, czego nie pochwala
myślami jestem już w drodze. Drzwi za chwilę skrzypną
przechodzę przez korytarz na wytartych piętach
już dawno zdarłem palce, rękoma odganiam
biało czarny ogon, w brudno-szary sześcian
zanurzam się czym prędzej, za szklanymi drzwiami
wyciągam pomiętą paczkę, zapalam, pył w oku
każe mi przymknąć powieki także i tym razem
i zdawkowo odkiwnąć sąsiadowi z boku
uciekając czym prędzej w nagłe drżenie ciała
(wcale nie udawane, chociaż wiatr gdzieś zniknął)
żeby tylko nie słyszeć, czego nie pochwala
myślami jestem już w drodze. Drzwi za chwilę skrzypną