On autor

miało się ku końcowi, głos przejęła grdyka

przez co autor, chcą nie chcą, musiał przestać czytać

nie żeby się unosił, czy scenicznie przeklął

ot, czasem z cicha chrząknął, czasem sobie ziewnął

to podrapał się w brodę, to zdjął okulary

i chyba z raz zażartował, że wiek, że za stary

że trzeba mu wybaczyć, bo trzeba, bo sztuka

nie ima się starej biedy, na szczęście, odpukać

a z resztą, że pies ganiał chudych, ogryzł dupę tłustym

i wówczas, głos, wierny towarzysz, z nagła go opuścił



zarzęził wiekowy autor, dłonią nieco drżącą

wyjął zbawienne lekarstwo, mocno się zaciągnął

szybciutko dokończył, wstał dziarsko, machnął dość pospiesznie

i wybiegł, bo czas już, wybaczcie, siąść nad nowym wierszem
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie