On autor
•
miało się ku końcowi, głos przejęła grdyka
przez co autor, chcą nie chcą, musiał przestać czytać
nie żeby się unosił, czy scenicznie przeklął
ot, czasem z cicha chrząknął, czasem sobie ziewnął
to podrapał się w brodę, to zdjął okulary
i chyba z raz zażartował, że wiek, że za stary
że trzeba mu wybaczyć, bo trzeba, bo sztuka
nie ima się starej biedy, na szczęście, odpukać
a z resztą, że pies ganiał chudych, ogryzł dupę tłustym
i wówczas, głos, wierny towarzysz, z nagła go opuścił
zarzęził wiekowy autor, dłonią nieco drżącą
wyjął zbawienne lekarstwo, mocno się zaciągnął
szybciutko dokończył, wstał dziarsko, machnął dość pospiesznie
i wybiegł, bo czas już, wybaczcie, siąść nad nowym wierszem
przez co autor, chcą nie chcą, musiał przestać czytać
nie żeby się unosił, czy scenicznie przeklął
ot, czasem z cicha chrząknął, czasem sobie ziewnął
to podrapał się w brodę, to zdjął okulary
i chyba z raz zażartował, że wiek, że za stary
że trzeba mu wybaczyć, bo trzeba, bo sztuka
nie ima się starej biedy, na szczęście, odpukać
a z resztą, że pies ganiał chudych, ogryzł dupę tłustym
i wówczas, głos, wierny towarzysz, z nagła go opuścił
zarzęził wiekowy autor, dłonią nieco drżącą
wyjął zbawienne lekarstwo, mocno się zaciągnął
szybciutko dokończył, wstał dziarsko, machnął dość pospiesznie
i wybiegł, bo czas już, wybaczcie, siąść nad nowym wierszem