przedwiośnie Warmii III
spokój duszy wywiódł nić spojrzenia
do wierzchołka wzgórza,
tak daleko,
pod granice samej esencji błękitu
hen, aż do zawężenia źrenic
gdzie pstrokacizną burych peruk
trawiaste kępy szamoczą się
w hulaszczych świstach północy
drapiących grudki przesuszonego śniegu
gdzie biel podrywa się w woale
bezdennych oczu stada łań
baletnic czujnego bezruchu
gdzie dzika grusza
skostniała łysizną zimy,
z trudem wymachuje
rzędami siedzeń drobnego ptactwa
a tu, blisko, girlandy żółtych słońc
ślizgając się po karbowanych soplach
ćmią wzrok nieustępliwie
białą czerwienią zasnuwają powieki
smagają nikłym ciepłem twarz
budząc tęsknotę babiego lata
tu, z wyłamanej sztachety
obrośniętej kryształem
spływa z lodowej igły tańcząca kropla,
w tangu niepewnym na południe,
szarpana, zwichrzona,
wydarta mrozowi,
dziewicza
kap,
obwieściła przedwiośnie na Warmii
Kabikiejmy Dolne
27 lutego A.D. 2012
do wierzchołka wzgórza,
tak daleko,
pod granice samej esencji błękitu
hen, aż do zawężenia źrenic
gdzie pstrokacizną burych peruk
trawiaste kępy szamoczą się
w hulaszczych świstach północy
drapiących grudki przesuszonego śniegu
gdzie biel podrywa się w woale
bezdennych oczu stada łań
baletnic czujnego bezruchu
gdzie dzika grusza
skostniała łysizną zimy,
z trudem wymachuje
rzędami siedzeń drobnego ptactwa
a tu, blisko, girlandy żółtych słońc
ślizgając się po karbowanych soplach
ćmią wzrok nieustępliwie
białą czerwienią zasnuwają powieki
smagają nikłym ciepłem twarz
budząc tęsknotę babiego lata
tu, z wyłamanej sztachety
obrośniętej kryształem
spływa z lodowej igły tańcząca kropla,
w tangu niepewnym na południe,
szarpana, zwichrzona,
wydarta mrozowi,
dziewicza
kap,
obwieściła przedwiośnie na Warmii
Kabikiejmy Dolne
27 lutego A.D. 2012