Maraton w Krynicy...

Humoreska
Patrzyłem pod nogi, jak asfalt uciekał,
z każdym moim krokiem i z każdym oddechem.
W wyobraźni widziałem to, co mnie czeka.
Finisz na mecie z radością, ze szczęściem.

Biegu kamraci - Pan Ból i Pan Zmęczenie,
z szyderczym uśmiechem namawiali bym przestał.
"Daj sobie spokój, zakończ to cierpienie",
lecz w mojej fantazji nie ma słowa: "klęska".

Mistyczna Pani, Endorfina jej imię,
piękna, cudowna i pełna radości.
Gdy nastąpił kryzys, ona dała siłę,
trochę wiatru pod skrzydła i powiew wolności.

Ból odszedł zapomniany, razem z nim zmęczenie.
Został tylko asfalt i dystans przede mną.
Na ostatnich metrach wielkie uniesienie.
Walka z samym sobą, mój bieg i zwycięstwo...
8
61 odsłon 2 komentarzy

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

K
kaja-maja 13 lat temu
i to wystarcz 'Walka z samym sobą, mój bieg i zwycięstwo'...czasami jak żłów się ciągnie a przeszkody szybciej ominie i na mecie pierwszy jest w:)
Beatrice 13 lat temu
Ostatnio rzadko tu zaglądasz :-) bardzo dobre rymy, w drugiej zwrotce przestawiłabym szyk na: kamraci biegu (czasem dla potrzeb rymów przestawia się szyk w zdaniu, ale tutaj nie ma takiej potrzeby), pozdrawiam :-)
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie