Piersi fiołkami pachnące

Miłosne
Rankiem, gdy przybył czwarty anioł
Smarowano decyzję iskrzącym blaskiem zieloności...
Zaraz po chwili zachwytu poczęto trąbić w niebiosach
A ptakiem i liściem w oczekiwaniu drżało

Gdzieś w dole - co nieistotne - zstępowały gromy i błyskawice.

Po cóż, po cóż ta epifania i apoteoza wdzięku,
Słodyczy warg, lśnienia ud i śliny palców
Z pokolenia: księżyc, gwiazdy, dżokeje,
Penetrujący nozdrza karmazynu zapach

A ponad wszystko dym i rozpacz
I dotyk dłoni, co jeszcze i wciąż niepewne
I zawsze zdziwione i zawsze tuż obok
Modlitwy – kadzidła z rąk świętych

Przekomarzań rozkosze i słowa bez słów
Piołun, konie i biada! biada! biada!
Jak duszę własną, jak duszę własną!
Szarańcza, ABBADON i głowy lwów

Bądź ze mną; odwrócili się, odwrócili...
A więc tęcza i słupy ognia!

„O przyjaciółko moja, jakże jesteś piękna!”
1
16 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

leopard 2 8 lat temu
termojądrowo, czy wodorowo - nieważne - ważne, że stopili się w jedno ... na odchodne :)
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie