Portret duszy twojej...

Otworzyłam oczy,

Była jakaś piąta nad ranem,

Zaparzyłam kawę,

Moje nagie ciało zostało przeszyte chłodem,

A obłok parującej kofeiny

Rozbudził mnie na dobre.



Nocna lampka

Tliła się jak płomień dogorywającej świecy,

Ciało pokryła chropowatość,

Nie czułam już zimna.



Ujęłam węgiel w dłoń,

Wydostałam papier z pod

Sterty twoich portretów,

Kartek,które były puste.



Zaczęłam kreślić twoją duszę ,

Okazało się,że kartka jest

Nadal nieskazitelnie biała...



Jej biel,

Jej chłód,

Jej ostrość,

Jej idealność,

Do obrzydzenia przypomina ciebie.
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie