List do Pana Cogito

Świat
Doszedłem do ciemnego kresu
Swej nagrody ostatniej nigdzie nie znalazłem

Stałem pośród dawno już leżących
Żyłem obok mając martwych

Odważny też byłem - wszystko zawiodło
Ostatecznie nic dziś się nie liczy

Gniew mój jak morze wciąż napływające
Wyszydzonych wsparłem, upadłych podniosłem

Pogarda ma siostra mnie nie opuściła
Wciąż przede mną bieży drogę mi wskazuje

Przebaczać za wszystkich nie mam zamiaru
Lecz zdrajców chce wieszać na cieniutkich drzewach

Śmieję się z siebie, z mego powołania
"Czyż nie było lepszych?"

Pocieszać nikt mnie nie potrafi
Kocham : ptaka, dąb, światło i niebo

Czuwam - o brzasku wstaję i idę
Słońce zza gór się wyłania
Krew ma pulsuje, tętnią moje skronie

Powtarzałem baśnie, słowa i legendy
Zabili mnie śmiechem, pogardą, nienawiścią

Nie przyjmą mnie przodkowie, czaszek nie zobaczę
Świat się strasznie zmienił, nikt mnie zauważył

Brakuje radości, za dużo cierpienia
Za mało pomocy, czeka mnie robota

Syzyfowa praca sama się nie zrobi...

Podpisano: Wierny Następca
2
21 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

M
To na prawdę jest bardzo twórcze, piękne i szczere [+].
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie