w chorobie
I twarz jego rozpromieniła się, serce niemal rozpłynęło z rozkoszy. Czymże była owa radość po długoletnim trwaniu w rozpaczy… dusza radowała się coraz bardziej, ciało drętwiało, a rzeczywistość coraz bardziej traciła pigment koloru. Ludzie nieświadomie odrzucali jakże chętnie zbędną istotę , tkwiącą po brzegi w dziecinnej i błogiej nieświadomości swojego istnienia, jakże różnej i odmiennej od reszty.