Krzew róży

Melancholia
Ugodzony stalowych pazurów mnogością,
Krzew róży wznosi w górę ramiona spalone,
Sadzą – jak tuszem kiru - grubo uczernione,
I poprószone szronu – miękką srebrzystością.

Dwie złamane topole – skargą swą daremną
Chylą się w stronę ziemi spękanej – gorącem,
Na obraz ten zniszczenia – smutno zerka słońce,
Policzek chroniąc prawy – za woalką ciemną.

W cieniu zaś tych topoli – dziwnie okrojonym
(Gdy korony przygięła historia ciężarem)
Błękitny leży strzępek – jedwabiu chińskiego.

Jeszcze wczoraj wykwintnym był balowym szalem,
Teraz kroplą się staje – nieokreślonego,
Nekrologiem na próżno – w nicość wygłoszonym…
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie