swobodnie, bo wiersze jak wiatry

niedzielne popołudnie w stłoczonym parku
powoduje natłok wewnętrzny.

chwilowy szał słońca i podniecone kroki przechodniów.

przepadam za przestrzenią i w cieniu,
ale dzisiaj chciałem być bardziej społeczny.

raźnym krokiem wszedłem pomiędzy drzewa, ludzi
i prysło

powierzchnia ducha zmechacona jak sweter
łatwo nasiąka kurzem i gorzej mi patrzeć przed siebie.

myślę o ucieczce, odruchowo,
jak zwierzę w obcym miejscu,
spoglądam speszony na twarze.

nic nie pasuje do stanu, który narasta
we mnie jak pędy drzew na amfie albo drożdżach.

izolacja to cichy zabójca
i nie chcę już ludzi ani społeczeństwa.
zachowań międzyludzkich, komunikacji.

tylko zakątka pomiędzy nigdy a teraz,
gdzieś tam albo tuż obok.
całkiem pomiędzy, całkowicie poza.

pozostaje ciało wraz z obecnością i rzeczywistość
do której wracam jak ku*wa do miejsca pracy.
1
16 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

K
kaja-maja 9 lat temu
jak kwiecień ludzi rozbiera
tak nie jedni się jeszcze mrożą
lecz każdy ciepła chce
nie Parku Ujazdowskiego
a natury pięknej natury w:)
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie