Wyrwana śmierci

Szpital. Trwa operacja cesarskiego cięcia. Za chwilę, urodzi się nowe życie. Czysta kartka. Wszystko toczy się pomyślnie.

Nagle czuję drętwienie, oblewa mnie pot. Puls przypomina tętent szalonych koni. Popłoch na sali. Ludzie w białych kitlach krążą nerwowo. Odpływam... Wszystko staje się zamazane, jak za brudną szybą. Anestezjolog coś do mnie mówi. Nie rozumiem. Nie widzę jego twarzy. Maska, tlen.
Uchodzi ze mnie życie. Wszystko oddala się od źrenicy i wydaje odległe, niedoścignione. Nie czuję strachu, paniki. Jestem tylko rozczarowana, że już... że tak szybko.
Koniec? A to nowe życie? Jak osamotniona przystań. Nie mam siły walczyć. Choć wiem, że muszę! Słabnę, ale próbuję otworzyć oczy. Ciemność. Za otwartymi oczami czeka na mnie tylko głęboka czerń. Bez światła.

- Mamy ją! - na te słowa, uchylam delikatnie powieki.
Jednak jestem. Istnieję. Widocznie mam jeszcze coś do zrobienia. Kątem oka, widzę maleńką cząstkę siebie. Cudowne uczucie. Cisza na sali. Słyszę tylko łzę, która spływa mi po policzku.
6
82 odsłon 5 komentarzy

Komentarze (5)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Livia 12 lat temu
i oto jestem :) :*
me to 12 lat temu
popatrzyłem na bloga, już wiem skąd taki pociąg do prymitywu, ale żeby zostać artystą naiwnym trzeba się starać, nie wystarczy jedynie produkcja snopowiązałek na boże narodzenie
Livia 12 lat temu
me to... to po co zerkasz na prymitywne blogi? odejdź i zanurz się w swojej nieprzeciętnej wyższości :) ale co w tym naiwnego??
Helen 12 lat temu
pięknie kochana...buziaki;)
Ina Boj 12 lat temu
Nie strasz, uff...
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie