Na faktach

Grudzień, rok 2008, godzina 20.40… Siedzę na opustoszałym dworcu jednego z większych miast na Śląsku. Jest ciemno i zimno… Trzęsę się ze strachu, czekając na autobus. Dworce zdecydowanie nie należą do moich ulubionych miejsc.
Siedzę, obserwując dziwnych przechodniów- nierzadko „pod wpływem”. Nagle, ni stąd ni zowąd podchodzi do mnie mężczyzna. Paraliżuje mnie strach, ale zrywam się z miejsca! Mężczyzna mówi spokojnie „Nie bój się, nie uciekaj”.
Spojrzałam na niego - nie wyglądał na mordercę ani gwałciciela (a były to czasy, kiedy byłam jeszcze głupiutka… i każdy wydawał mi się potencjalnym gwałcicielem…).
„Słucham Pana”- powiedziałam niepewnie.
„Usiądź, nie bój się mnie… Chcę Ci coś opowiedzieć” - odpowiedział.
„Nie dziękuję, postoję”- odpowiedziałam nieufnie.
Zaczął swoją opowieść…
Powiedział, że mnie rozumie… że go unikam, że się boję. Ale on nie zawsze był taki. Kiedyś był kimś - był szanowanym profesorem historii, miał pieniądze, luksusy… Nie wierzyłam mu, w myślach mówiłam sobie, że pewnie mnie bajeruje albo, że to jakiś szaleniec. Nagle wyciągnął ze starego, ubrudzonego plecaka dyplomy. Na zdjęciach był on! Taki sam – tylko młodszy.
Pokazał mi książki, które napisał - jedna była o Powstaniu Warszawskim. Był spełniony, robiąc to, co kocha najbardziej. Nie rozumiałam, czemu więc teraz siedzi obok mnie, taki umorusany, niedomyty, zrezygnowany... Jego historia zaczęła mnie wciągać- coraz bardziej... i bardziej.
Wyciągnął zdjęcia. Wspomnienia uwiecznione na małych kartkach. Zwiedził mnóstwo egzotycznych miejsc... Egipt, Turcja, Argentyna, Tunezja. Był w Stanach, w Australii. Zawsze dobrze ubrany, zawsze uśmiechnięty.
Spojrzałam na niego wzrokiem, który błagał o prawdę. O wyjawienie sekretu. O wyjaśnienie tego wszystkiego.
Powiedział mi, że załamał się po tym, jak żona go zostawiła i uciekła z dziećmi do innego mężczyzny. Zaczął pić, przestał wykładać na uczelni, zwolniono go… po jakimś czasie brakło pieniędzy… i tak się zaczęło.
„Teraz jestem bezdomny… i wiesz co? Miałem wszystko - teraz nie mam nic. Miłość się skończyła i pieniądze też. Zaniedbałem rodzinę dla kariery… teraz jestem sam… to już tyle lat”.
I na koniec dodał „Dzięki, że mnie wysłuchałaś… Chciałem z kimś pogadać....Pieniądze i sława prawdziwego szczęścia nie dają- pamiętaj…” I odszedł… zabrał plecak i poszedł w stronę peronów. A ja zostałam bez słowa.
Ludzie są dla mnie jak książki- w podobnych okładkach... ale z unikalnym wnętrzem.


* Czytelniku! jeżeli dotrwałeś do końca tej opowieści- dziękuję :))) to historia na faktach... z mojego życia:)
11
157 odsłon 10 komentarzy

Komentarze (10)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

K
kaja-maja 11 lat temu
tak wiele jest takich historii i prosty jest morał 'nie zbywaj człowieka tylko wysłuchaj' by jeśli już po sprawie kuratorowi wiedzieć co powiedzieć,'jak też w zyciu człowiek ma wszystko a gdy ułomność doskwiera do innego odejść bo pieniądze ma też w ten sposób napewno siedzi jak kura,jajka już nie zniesie trawę nożem ścinając...tylko to nie na Śląsku a w pustosanie,tam gdzie Kaczyńska mieszkała w:):)
ryty 11 lat temu
na faktach, ale nie z Twojego życia, tylko tego profesora raczej; no chyba, że to autobiografia ;)/p
Helen 11 lat temu
Cóż Livio...chwyta za serce... pewnie na początku też bym się obawiała ale Ty szczęściem nie uciekłaś lecz wysłuchałaś człowiekta, który nic nie żądał prócz rozmowy. Ale mi się wydaje że zyskałaś coś na tej rozmowie...czyż nie..:)? Bardzo podoba mi się ta historia... pozdrawiammm cieplutko
DARTANIAN 110 11 lat temu
Dotrwałem do końca Livio i to z przyjemnością. Nie dziwią mnie takie historie, myślę że nie są wcale ewenementem. Wartościowemu człowiekowi może się nie wieść, a właściwie może się wieść bardzo źle i odwrotnie. To normalne niestety.
Pozdr:-)
Ina Boj 11 lat temu
Och, ja mam wiele takich historii, jednak nie umiem tak pięknie pisać jak ty.
zyga66 11 lat temu
ciekawie opowiedziana historia Livia...nietuzinkowa i przejmująca...powinnaś była jednak dać wtedy nogę (instynkt;)...pozdr :)
Livia 11 lat temu
dzięki Eforko za sugestie - oczywiście poprawię :) ryty - masz rację, to historia z życia tego profesora :) kaju- jak znasz takie historie to PISZ :) megi, Ina- dziękuję serdecznie :) Dart- bardzo się cieszę, masz rację... los jest przewrotny, Helen- dziękuję i pozdrawiam :) Zyga- nieee... dobrze, że zostałam :)))
Beatrice 11 lat temu
Muszę przyznać, że mnie też ''wciągnęłąś'' :-) Podrawiam
Mario Sz 11 lat temu
Jestem pod wrażeniem wrażliwości Twej- chwytasz serce tak trzymaj -:))
Pinokio 11 lat temu
Dziadownia.pl
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie