Anonimowa (2)
•
Poruszam się spokojnie w oparach jesieni. Mgła nad parkiem, delikatnie okrywa wymęczoną brakiem słońca trawę. Za mną, w tle, pojawiają się kroki. Nierówne. Nerwowe. Czuję, jak przyśpiesza mi puls, chociaż nic złego się nie dzieje. Strachliwy umysł, kręci w myślach najczarniejsze scenariusze. Napięcie sięga zenitu, gdy na moim ramieniu opiera się ręka... Przeszywa mnie dreszcz równy napięciu prądu w sieci rozdzielczej. Naczytałam się ostatnio kryminałów i … „Witaj”- usłyszałam. Głos wydał mi się znajomy, ale oszołomiona strachem nie przyjmowałam tego do wiadomości. Już widziałam siebie w czarnym worku, zakopaną na skraju jakiegoś lasku... a potem układałam w głowie sceny z wizji lokalnej... A jednak, chyba nie to mi pisane. Na szczęście nie zginę, dzisiaj bestialsko zamordowana. Słabe światło latarni pogrzebało obrazy mojej wyobraźni. Z mroku wyłoniła się znajoma postać. Wiele lat niewidziana, ale od tak dawna wyczekiwana.