Spotkanie

kolejną bitwę wygrywa noc

w odwiecznej z dniem toczonej walce

dokoła suchych liści moc

i wieczór ucieka, jakby przez palce



na najciemniejszej przysiadam ławce

jesienny księżyc wschodzi gdzieś tam...

i proszę Boga - łask wszelkich dawcę

by dziś spotkanie darował nam...



i słucha szeptu mej prośby Bóg

i niedaleki słyszę już krok...

zobaczyć wreszcie będę Cię mógł

jasność Twej twarzy rozświetla mrok



i radość? szczęście? nie...jednak nie...

ból znów rozrywa serce me

bo idziesz dalej nie widząc że

tak bardzo, tak strasznie kocham Cię...



ze smutkiem powlokłem nogi do domu

i znowu w myślach buduję mur...

o moim cierpieniu nie powiem nikomu!

widać pisany mi jest sznur...
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie