UCIECZKA Z TROPIKU BABCI

Narzeczona teścia Maciejówny wybrawszy się po raz pierwszy poznać tego, który ją wybrał chyba na żonę, wsiadła do autobusu numer 1 i pojechała w stronę Jantara, gdzie najpierw zrobiła zakupy a następnie w tym całym molochu zagubiła się w akcji nawet nie potrafiąc odnaleźć drogi ewakuacyjnej. Zauważył to jakiś pracownik firmy sprzątającej portfele. Zagadnął ją. Potem odprowadził do wejścia, przez które wychodzi się na przystanek autobusowy. Udała się na przystanek i pojechała do lubego, który zamieszkiwał też w pobliżu Manhatanu. Gdy zbliżał się powoli przystanek, na którym miała wysiadać, przypomniało jej się, że on i ona mają trochę dużo lat, iż ten fakt nie pozwala im poszaleć już niestety oraz z tego powodu mają okropne zmarszczki. Dla sprawdzenia tejże przykrej rzeczywistości wyjęła lusterko, które zwała zwierciadełkiem. Popatrzyła czy na swojej białej garsonce letniej oraz na bielusieńkiej bluzeczce z jedwabiu nie ma plam. Potem podnosiwszy coraz wyżej lusterko kierując je do twarzy przeraziła się tak mocno, że aż jej słomiany kapelusz z przypiętą różyczką przekrzywił się na bok. Szybko schowała patrzałko do torebki. Zdenerwowawszy podeszła do kierowcy, którym tym razem była kobieta. Zaczęła robić uwagi, że okna pozamykane, bo jej duszno. Pasażerowie pożarli ją w myślach, gdyż nic dziwnego, że pozamykane. W autobusie znajduje się klimatyzacja. W takim upale nikt nie ma zamiaru się prażyć i tak dalej. Babcia rozgwiazdorzywszy cały autobus przede wszystkim panią za kółkiem spokojnie wysiadła obrażona na cały świat. Babcia znała Słupsk, więc poszła na skróty.
3
16 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie