Przez świt

przez świt się budzę
przez świt

układam firanki w oknie
mozaiki z okrucieństwa cienia

na chwilę jeszcze
choć za chwilę

błagam
by światło zamilkło

przez świt się budzę
przez świt zasypiam
mrok chroni oczy przed dniem
dzień przed mrokiem

przez świt się budzę
przez świt

podszepty myśli nie dają się zagłuszyć
unieruchamiam oba kolana podłogą
i dziwne szepty wydobywam przez usta
zanoszące się kakofonicznym śmiechem

spytałabym siebie gdybym znała ten dialekt

przez świt się budzę
przez świt

jakbym nagle stała się ptakiem
który śpiew swój kończy nad ranem
zaczyna nad ranem
7
37 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie