Wieczór
Zbieram księżycowy pył,
mam sakwę pełna marzeń,
do domu nim drogę oznaczę
nie licząc swoich wrażeń.
leniwie pośród planet
skąpany w deszczu Twych słów
płaszcz nieba pędzlem maluje
podwijam rękawy do snu.
mam sakwę pełna marzeń,
do domu nim drogę oznaczę
nie licząc swoich wrażeń.
leniwie pośród planet
skąpany w deszczu Twych słów
płaszcz nieba pędzlem maluje
podwijam rękawy do snu.