Gdy Bóg mówi Dzień dobry

O wierze
Czy wrócę? Nigdy więcej.
Tam z zimna drżą mi ręce,
I oddech lodowaty
własne myśli są mi katem.

Choć chowam się po katach,
to okropna postać wątła.
Wzrok przenikliwy wbije,
uciska mocno szyję.

Powietrza ... Chcę oddechu.
Przeraźliwa salwa śmiechów
Drażni, dręczy, straszy.
Czy mogłam postąpić inaczej?

Jak tylko  stamtąd odejść
i spotkać Cię po drodze?
Zabłysnąć choć iskierką
by Twoją miłość wielką

pokazać na świat cały.
Dla nieba, Twojej chwały.
Czy zostanę? Niepewnie pytasz.
Każdego ranka odpowiem „Witaj”.
3
36 odsłon 2 komentarzy

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

K
kaja-maja 2 lata temu
na dzień dobry,tlen się spuszcza
inaczej zaćmi twoje płuca
mgłą którą stwarza system

na zaciemnielnie ludzi
ryty 2 lata temu
niepewność i melancholia to nic... bywają gorsi skórwiele
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie