Do prawdy przez duszę

Wołałam, tylko wiatr
szumem odpowiadał.
Pukałam, znowu szmer.
To myśli kaskada.

Jedna się przedziera
przez drugą.
Srebrny księżyc
leciutko mrugnął.

Oświetlał bramę,
przed nią most szeroki.
Tam płynęły sny
jak leśne potoki.

Oczekiwania i marzenia
o kluczu do szczęścia.
Latami czekałam
w anielskich objęciach.

Dotykałam skrzydeł
delikatna, ostrożna.
Tylko patrzył w oczy
i szeptał „Nie można”

Chciałam wzlecieć szybko
ponad rzeczywistość.
Posmakować prawdę
niby oczywistą.

Anioł znów spojrzał
i szepnął. -Kochana.
-Wzleciałbym ja z tobą,
lecz to nie ta brama.
1
6 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie