Blask i mrok
Za oknem wstaje świt, a w sercu mym tylko mrok
Choć od ostatniego spotkania minął już rok,
Oczy nie oślepły jeszcze od niewidzenia,
Ale usta łkają co dzień od niemówienia
Mimo, że często spadałem, w imię miłości,
W przepaść goryczy, smutku, cierpienia i złości
I podnosiłem się z trudem z sercem skrwawionym,
By wspiąć się ponownie z uporem niestrudzonym
Po duszy Twojej schodach, by dotrzeć do Ciebie
I gdzieś tam w zakamarkach ofiarować siebie,
Wpleść się w Twe włosy, pod skórą głęboko schować,
Zostać jak najdłużej, dokładnie Cię studiować
Centymetr po centymetrze i cal po calu
Poznawać Twoje ciało bliskie ideału,
Wpaść Ci czasem do głowy, myśli Twoje zbadać,
Szeptać Ci dobranoc gdy będziesz w sen zapadać
Słuchać tego, co ślina na język przyniesie,
Otrzeć łzy z Twych oczu, gdy na płacz się zaniesie
I uśmiech codziennie na usta Twe nakładać,
Aby Twojej twarzy pięknego blasku nadać
I blaskiem tym przyjemnym serce swe ogrzewać,
By odniesione rany mogły w nim dojrzewać,
Bo są one świadectwem wielkiej mej miłości,
Blizny me niech będą dowodem jej w przyszłości...
Blizny mam nadal i rany niezagojone,
Żaden świt nie rozpali tego co spalone,
Żaden blask nie rozjaśni mroków duszy mojej,
Nikt inny nie zastąpi obecności Twojej
Dryfuję więc nadal, na morzu samotności,
Wyzuty z emocji, pozbawiony miłości,
Płynę gdzieś przed siebie, wypatrując latarni,
Co światłem nadziei rozjaśni żywot marny
Choć od ostatniego spotkania minął już rok,
Oczy nie oślepły jeszcze od niewidzenia,
Ale usta łkają co dzień od niemówienia
Mimo, że często spadałem, w imię miłości,
W przepaść goryczy, smutku, cierpienia i złości
I podnosiłem się z trudem z sercem skrwawionym,
By wspiąć się ponownie z uporem niestrudzonym
Po duszy Twojej schodach, by dotrzeć do Ciebie
I gdzieś tam w zakamarkach ofiarować siebie,
Wpleść się w Twe włosy, pod skórą głęboko schować,
Zostać jak najdłużej, dokładnie Cię studiować
Centymetr po centymetrze i cal po calu
Poznawać Twoje ciało bliskie ideału,
Wpaść Ci czasem do głowy, myśli Twoje zbadać,
Szeptać Ci dobranoc gdy będziesz w sen zapadać
Słuchać tego, co ślina na język przyniesie,
Otrzeć łzy z Twych oczu, gdy na płacz się zaniesie
I uśmiech codziennie na usta Twe nakładać,
Aby Twojej twarzy pięknego blasku nadać
I blaskiem tym przyjemnym serce swe ogrzewać,
By odniesione rany mogły w nim dojrzewać,
Bo są one świadectwem wielkiej mej miłości,
Blizny me niech będą dowodem jej w przyszłości...
Blizny mam nadal i rany niezagojone,
Żaden świt nie rozpali tego co spalone,
Żaden blask nie rozjaśni mroków duszy mojej,
Nikt inny nie zastąpi obecności Twojej
Dryfuję więc nadal, na morzu samotności,
Wyzuty z emocji, pozbawiony miłości,
Płynę gdzieś przed siebie, wypatrując latarni,
Co światłem nadziei rozjaśni żywot marny