Gorączka sobotniej nocy(Panasewiczowi rok xxxx)
•
Wychodzisz z domu
znów,
w kałużach ręce
myjesz.
Tysiące świateł
cień,
zamykasz jedno
oko.
Schwytany słońca
blask,
w kieszeni ciąży
pustka.
Uśmiechem zabić
chcesz,
krawężnik asfalt
ulic.
Gdzieś w tłumie
widzisz mnie,
tramwaje
są tak długie.
Papieros, księżyc
zgasł,
całuję dziś twe
stopy.
Kalendarz jest
więzieniem,
paznokciem kroisz
muchę.
Kolory wina
smak,
nie trafiasz kluczem
w zamek.
znów,
w kałużach ręce
myjesz.
Tysiące świateł
cień,
zamykasz jedno
oko.
Schwytany słońca
blask,
w kieszeni ciąży
pustka.
Uśmiechem zabić
chcesz,
krawężnik asfalt
ulic.
Gdzieś w tłumie
widzisz mnie,
tramwaje
są tak długie.
Papieros, księżyc
zgasł,
całuję dziś twe
stopy.
Kalendarz jest
więzieniem,
paznokciem kroisz
muchę.
Kolory wina
smak,
nie trafiasz kluczem
w zamek.