Sen
W powietrzu pachniało leśnymi sosnami.
Wokół nas cisza. Byliśmy sami.
Stęsknieni za sobą, z końca świadomością,
Napawaliśmy się wspólnie swoją bliskością.
Na leśnej dróżce, gdzieś w głębi lasu,
Staliśmy wtuleni. Zero hałasu.
Spojrzał on na mnie, spojrzałam na niego.
Uśmiech zagościł na twarzy lubego.
Przy nim czułam się dobrze, jak w niebie.
- Skarbie, nawet nie wiesz jak bardzo kocham Ciebie.
Narkotyzując się zapachem jego,
Wtulałam się mocno. Chronił mnie od złego.
Jego dłonie delikatne, a ciało tak męskie,
Zrobiłabym wszystko by obdarzyć go szczęściem.
Liście drzew niespokojnie drżały,
Gdy mnie całował nieważny był świat cały.
Nagle wszystko pokryła czerń.
Otworzyłam oczy... to był tylko sen.
Wokół nas cisza. Byliśmy sami.
Stęsknieni za sobą, z końca świadomością,
Napawaliśmy się wspólnie swoją bliskością.
Na leśnej dróżce, gdzieś w głębi lasu,
Staliśmy wtuleni. Zero hałasu.
Spojrzał on na mnie, spojrzałam na niego.
Uśmiech zagościł na twarzy lubego.
Przy nim czułam się dobrze, jak w niebie.
- Skarbie, nawet nie wiesz jak bardzo kocham Ciebie.
Narkotyzując się zapachem jego,
Wtulałam się mocno. Chronił mnie od złego.
Jego dłonie delikatne, a ciało tak męskie,
Zrobiłabym wszystko by obdarzyć go szczęściem.
Liście drzew niespokojnie drżały,
Gdy mnie całował nieważny był świat cały.
Nagle wszystko pokryła czerń.
Otworzyłam oczy... to był tylko sen.