Kalejdoskop
Wdycham czerń z pokładów szarych chmur
Mieszam ją z zielenią i czerwienią mych myśli stu
Wydechem rozpościeram niebieską lunę
Otulony mój świat bielą purpurowej zorzy
Podnieca mnie pomarańcz tych przebytych bezdroży
Co kuszą granatu blaskiem
Delikatnie głaszczą me złote łzy mieniące się w srebrzystej toni przebudzonej tęsknoty orzechowej nadziei
Mieszam ją z zielenią i czerwienią mych myśli stu
Wydechem rozpościeram niebieską lunę
Otulony mój świat bielą purpurowej zorzy
Podnieca mnie pomarańcz tych przebytych bezdroży
Co kuszą granatu blaskiem
Delikatnie głaszczą me złote łzy mieniące się w srebrzystej toni przebudzonej tęsknoty orzechowej nadziei
wdycham czerń z pokładów chmur
mieszam ją z zielenią i czerwienią myśli
wydechem rozpościeram niebieską lunę
otulony świat (albo bielą albo purpurą, zresztą to drugie jasne) zorzy
podnieca mnie pomarańcz bezdroży
co kuszą granatem
delikatnie głaszczą łzy mieniące się w toni tęsknoty
orzechowej nadziei (orzechowa nadzieja brzmi smacznie)
to taki mój skalpel, możesz krwawić, a może zrozumiesz o co mi chodzi