rozciągnięta paleta
jęzorami słońca
strąca na ziemie
wyciśnięte chmury
wyłania się niebo
krzywizną lazuru
elektrostatyczne
łatając dziury
na przestrzał
otwarta brama
morze zapachów
za...
nie szukaj
nie wypatruj
za daleko patrzą oczy
z czterech strony świata
nikt nie wraca z gołymi rękoma
i pustym bagażem
ręce w kieszeniach
przeliczają kamienie
mantra codzienności
przepeł...
nie często się zdarza
spacer na koniec świata
gdzie subtelność wyrasta
z każdą wypełnioną chwilą
iść milczącym
wąską ścieżką w kwiatach
wystarcza by odpłynąć
za rogiem niebo błękit
po liśc...
czasem patrzę dyskontem
na moc reklamy
sprzedany
zasiedziany
podążam do wygranej
która ciągnąc koszyk
po świątecznej tafli lodu
nie pozwala zdechnąć
z głodu
za dziesięć groszy
reklamów...
cztery pory roku
w oku
przymknięte
mięknie
pod ciężarem powiek
łzy kształtując
na wielkość wszechświata
wyciskając sok z planet
bawię się
istnieniem
żonglerka
skrawkami nieba
to gra t...
cztery pory roku w oku
przymknięte
mięknie
pod ciężarem powiek
łzy kształtując na wielkość wszechświata
wywabia z planet
Bóg przysypia na puszystej pościeli
anieli jest pod dostatkiem
diabłó...
lubię
przeczekać
skryć się w małym pokoju
w kąciku z ziarnkiem fasoli
milczeć
zbierać słowa z wyobraźni
i plon przelewać na biel kartki
unikać
światła półcieniem nakrywać głowę
przeni...
nie pomagasz zapomnieć
przebywając koło mnie
niezwyczajnie
składasz
kartkę papieru
…dłonie bielą krawędzie
pomiędzy ja
ukryty w powietrzu
plączę się wokół palców…
zasłaniam oczy
łatwie...
odkładam pióra
irokez bardziej pasuje
do dnia spędzonego
w międzyudziu
kobiety
Ziemia
tylko kulą
co toczy się do łuzy
nogi łatwiej spętlić
niż ślady
w śniegu
od jaskini
po fabr...
masz ci babo placek
kiedy kołaczą uszka w barszczu
łycha pełna się kulbaczy
oka w garnku
jakie smaczne dziś wychodzą
zrolowane zawijasy
w białej brodzie prezent ginie
pod choinką echo krąży
n...
kiedy nastanie poranek
a z ranek
zacznie się sączyć strumyczek
o świcie
życie
wschodząc
zajdzie
nowa rzeka życzeń
niepotrzebna
i tak wyschnie
na byle kamyku
opartym
w przełyku
zdarze...
zbyt delikatna
do dźwigania życia
pod ciężarem spojrzeń
prawie nie oddycha
ale chce być
więc byt
wypina co ma najlepsze
wabi uśmiechy młodzieńcze
i wieprze
co ślinią się na widok
faluj...
nie patrz tak
wiem
że twarz pomarszczona
pozbawiona blasku
nie przyciąga w ramiona
chyba że
przypadkiem w ciemności
po pijaku
zapomnisz
jak mnie nienawidzisz
kiedy
jestem słodką...
czekam
…nocą
spokojniej
mogę być sobą…
chmurami zasłaniam niebo
po horyzoncie latawce ciągną ciemność
nad domami pęka światło
latarnie
gwiazdy
drogi donikąd
dwanaście przecznic dalej...
obudziłem się
na krańcu galaktyki
nie ma tu dróg
ani ziemi
po której chodząc
siałbym wiatr
a wiatr
unosiłby drzewa
a z drzew
kapałyby liście
a liśćmi
malowałbym pejzaże
nie potrz...