upierzone
białe , szare
i siodłate
wciąż gęgają
w swojej nośności
wciąż chcą być skubane
dopóty , dopóki puch
nie zmieni się w pióro
moja gąska wciąż rśnie
mała , duża wachlarzyk ma
osło...
mówiłem tobie nie raz
w gary się nie wpieprzam
jedynie patelę wyliżę
bez zadrapania
pichć dla mnie pichć
moja kochana pich
cenie solenie, pieprzenie
tuż po pierwszym rozbiorze
bez naporu...
strzelaca ma swojego
na miłość i uśmiech
w przyjaźni uczucie
co między Ziemią
a Niebem dla nas jest
ciepło
wiosną pachnie
choć gołe drzewa straszą
lecz nie oczu naszych blask
gdzie serca ma...
pewna Zosia z Pickowa
pazury jak kura ma
lecz jeden wielki
jak ząb wilkołaka
kiedy nim pogrozi
Aisoz dreszy dostaje
naprężony bez potyczki
szybko się poddaje
jak piesek jej służy
bez pora...
kiedyś trójkami szli
z czasem czwórkami
też szóstkami krok w krok
w równym Rzędzie
łącząc się siłą Mazurka Dąbrowskiego
choć nie od dzisiaj dwunastkami idą
w nierównym kroku jeszcze
jak banda...
kiedy słońce pali
a prąd pieści
to prze rażenie
kiedy jedno oczy wypali
drugie ciało spali
mówiąc noc bez światła - dzień
lecz człowiek ciekawy
myśli co suchość powie
pięć centów ni dwa...
kiedy motor mo tor
to co ma jerzyna ?
obież Niki Wanie
bo dziwne kolce są na Olce
niczym kastety ostre
a róża moja ma tylko cztery
jak też pod gwiazdami
jeszcze klimatycznie
od jałowca uś...
smętne drogi
przede mną
nudne pola
szarość w sobie mają
swoją utratę czasu
drzewa nagością straszą
jak biedni ludzie skarb tracą
w której dusza czarna umiera
wytworem jednej chwili
w bezr...
czy też patrząc z oczu na nogi
mogłabym dziś wyjechać
i zostawić ciebie bez słowa
na które w niepewnoci czekasz
jak na boskie zmiłowanie
lecz ja słów na wiatr nie rzucam
kiedy też swój zaprasz...
w złocistych promieniach
jesteś jak róża herbaciana
tutaj najpiękniejsza
i dla mnie jedyna
słowem rozpieszczasz
niosąc miłowanie piękna
słodkim komplementem
iż nie tylko lico rozpromienia...
gdy jeden się chwali
iż przyrodzenie do kostki ma
to przywiązać jego musi
do nogi podwójnie
jak też kiedy poeta
się rozpisze
papier toaletowy rozwinie
lecz jak go w słowie zwinie
mając pas...
mrozik złapał
tuż po nocy bystrzy się bielą
lecz nie ma się co dziwić
kiedy pora odpowiednia temu
która biegnie gładkim listopadem
lodu jeszcze nie zostawia
jedynie głęboko sie zanurza
w rami...
pamięć w sercu zamknięta
światło mroku rozświetla
dla tułacza mizernego życia
przyboczną strażą znicza
i wiatr się roztańczył
w miejscu kultu świętego
misterne liście zrzucił
by zobaczyć ogie...
dzisiaj skromność
ma powodzenie
nie w przepychu
a w wizji wiary
dzisiaj widząc wrzos
na grobie grzesznika
choć nie jeden to przyzna
konwalia tam nie zakwitła
jeszcze znając człowieka
jemu...
jesli szczęście jest pisane
pociągnij za duszki
przyjemnośc niech sprawią
szczęście a w nim cud
nie tylko w słowie
a źródle wody czytej
gdzie rdza czy męty
co w znaczeniu czynu
nie jest liścia...
juz listopad czuć
zapach charyzantem
od których groby
nabierają barw
jak pięknne wille
płomieniem ciepłym oświetlone
pamiętliwych gości zapraszają
lecz do siebie nie wpuszczają
wieczór c...
opowiem ci o miłoci
jak serce płonie
do twojej namiętności
w słowie kocham cię
później w kilku słowach
szbciej opowiem o tęsknocie
byś łezkę spuścił
gdy zabraknie mnie
na końcu o horrorze...
cóż to za chaos był
iż wiatr musiał wpaść
by jednym tchnieniem
z tumamu mroku ukazać świat
choć to czas chwilowy
u schyłku życia sekunda ostatnia
otchłani ciemność spotka
nie jednego człowiek...